piątek, 8 maja 2015

Moja idealna szkoła Pole Dance powinna mieć

★  Rurki of course! 


Rozmiar ma znaczenie


Umówmy się: 48 - 50 mm – to za grube, a 40-42 mm to za dużo szczęścia...

Standardowa rurka – taka, którą spotkasz na zawodach i na całym świecie to 45 mm – koniec kropka. End the story.

Lubię się czasem zakręcić


Rurka bez opcji obrotowej jest jak Sherlock Holmes bez Doktora Watsona, jak Spice Girls bez Geri Halliwell. Po prostu nie da się tego zaakceptować ;).

Rurka cała czy w kawałkach?


Łączenia to temat stary jak najstarsza szkoła Pole Dance w Warszawie... Otóż łączenia czasem okaleczają co wrażliwsze ciała, potrafią się złośliwie wyszczerbić i zrobić komuś krzywdę. Dlatego szkoły Pole Dance zachęcam do posiadania rurek bez łączeń.

Kiedy rurka dotyka ciała


Proszki, „złoto“, chrom – co wybrać? Ile osób tyle gustów! Mogę mówić tylko za siebie: proszkowych rurek nie znoszę, ponieważ robią odparzenia na mojej delikatnej skórze. Rurki „złote“ moim zdaniem mają kiepską przyczepność, ale wiem, że niektórzy lubią na nich ćwiczyć, bo mają alergię na chrom.
Więc oto moja deklaracja: jestem zwolenniczką chromu i chrom wielbić będę.

Mój typ: chrom, 45 mm, statyczno-obrotowa bez łączeń  :).

★ Ilość rurek (osób) na sali 


Pole Dance stało się dużym biznesem w związku z tym niektórzy pakują na salę  8, 9, 10 i więcej rurek.  A jak przekłada się to na komfort nauczania i ćwiczenia? To już nikogo nie interesuje. A powinno!
Moim zdaniem 6 rurek na sali to aż nadto – 12 osób to grupa jak najbardziej zdolna się czegoś nauczyć. Przy grupie bliskiej 20 osób, które prześcigają się w robieniu figur odwróconych to możesz dostać zawału kiedy jedna z nich przypadkiem rąbnie głową o ziemię. Chaos i hałas – gwarantowane.

★ Koleżanka do rurki 


Przyszłaś na pierwsze zajęcia i jesteś rozczarowana, że masz koleżankę do rurki?
Nie powinnaś. Nasze rurkowe partnerki to największe błogosławieństwo: przytrzymają kiedy trzeba, zrobią zdjęcie, wyjdą z nami na kawę, a przede wszystkim pozwolą Twojemu ciału nie wykończyć się podczas pierwszych kilku miesięcy trenowania. Wierz mi – gdybyś była sama na rurce mogłabyś na drugi dzień nie wstać z łóżka i przeklinać dzień swoich narodzin.

★ Materace ★ 


Nie wyobrażam sobie, żeby na sali nie było tyle rurek co materaców. No sorry... ja rozumiem, że oszczędności i w ogóle, ale bezpieczeństwo kursantek przede wszystkim! Lepiej spaść nawet na najcieńszy materac, ale na materac!

 Płyn i ściereczki 


Jaki płyn? Najlepiej alkohol rozcieńczony z wodą, albo taki do czyszczenia stali. No i czyste ściereczki do przecierania rurek. Czasem koleżanka zapomni i wysmaruje się balsamem i jeżeli nie ma na sali dobrze odtłuszczającego płynu trening jest zmarnowany...

★ Taki biały, magiczny proszek, który sprawia, że latasz... 


Magnezja jest od tego, żeby zwiększyć przyczepność naszych łapek i zahamować nadmierną potliwość. Polecam wszystkim, którzy mają z tym problem. Nie polecam natomiast osobom z suchą skórą, bo tylko sprawi, że jeszcze bardziej będziecie się ślizgać (to tak z doświadczenia – jeżeli ktoś ma inaczej to niech się podzieli).

★ Poduszeczki/karimaty 


Ja wiem, że to może wydawać się abstrakcyjne, ale poduszki pod kolanka, albo inne miękkie dobrodziejstwa tego świata są bardzo przydatne, podczas robienia pompek w trakcie rozgrzewki... Szczególnie jak ktoś ma wrażliwe kolana. A ja mam wrażliwe kolana...

★ Prysznic... 

 

Tego nie trzeba wyjaśniać, prawda?

★  Karty partnerskie 

Cóż z punktu widzenia pospolitego zjadacza chleba, studentki, mieszkającej w mieszkaniu o (powiedzmy sobie) raczej niższym niż średnim standardzie postuluję, żeby jednak albo obniżyć ceny (prawie 300 zł za karnet bije po kieszeni), albo  nawiązać współpracę z jakimiś bandyckimi organizacjami, które wyssą z Was pieniądze, ale mi za to umożliwią ćwiczenie ;). Jestem egoistą i nie będę tego ukrywać.



Co jeszcze przychodzi Wam do głowy?

4 komentarze:

  1. Pompki na kolanach? A tfu! :D Ale programy partnerskie- jak najbardziej jestem na tak! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie zgodzę się jedynie z koleżanką do rurki. Boleć - może i boli, ale to właśnie znaczy, że się nie obijasz ;) Jeśli chodzi o zdjęcia - są też koleżanki obok, a jeśli istnieje taka potrzeba, to moja trenerka zawsze mi pomaga - czy to w podtrzymaniu, czy właśnie w cyknięciu fotki. Jednak przy karnecie za 300 złotych byłabym oburzona, gdybym miała możliwość ćwiczyć tylko przez połowę czasu za który płacę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Może i racja... Mimo wszystko jednak najbardziej ciekawe znajomości zawiązałam z koleżankami od jednej rurki i za nic w świecie bym tego nie oddała ;). We wpisie mówię o pierwszych miesiącach - wiadomo, że po tym warto mieć jedną rurkę dla siebie, jednak na początek nie byłabym aż tak wymagająca - ręce i nadgarstki muszą odpoczywać, bo łatwo o kontuzję...

    OdpowiedzUsuń