niedziela, 26 kwietnia 2015

POLE DANCE. MOTYWACJA. Historia w trzech aktach zamknięta

AKT I


Youtube i ja. Filmik z mistrzostw Australii. Felix Cane. Olśnienie i miłość od pierwszego wejrzenia. Tam było wszystko: emocje, estetyka, ruch... Ta kobieta, w tamtej chwili skradła moją duszę. To przez nią podpisałam pakt z diabłem na 8 wejść w miesiącu na zajęcia Pole Dance.

Motywacja – wielki cel:
 Kocham piękno. Felix Cane jest piękna. Chcę być piękna. Chcę być jak Felix Cane!


AKT II


No i poszłam. Znalazłam się na sali z kilkunastoma innymi wystraszonymi, ale zdeterminowanymi kobietami. Nasze oczy z podziwem wodziły za smukłą, wysportowaną instruktorką – promieniem boskości na ziemi. Siła, wdzięk, gracja, pewność siebie... Też CHCĘ TO MIEĆ - chcę być jak Felix Cane i jak moja instruktorka....

Szybko okazało się, że nie wystarczy, że CHCĘ, że samo CHCENIE NIC MI NIE DA. Trzeba jeszcze zap***dalać! I to ostro. Rozpoczęłam bój na siniaki i zakwasy. Ja vs. Rurka.

Tylko, że gdzieś w ferworze walki o większą siłę i lepszą sylwetkę zapominałam o moim marzeniu... Musiałam zacząć STAWIAĆ SOBIE KONKRETNE CELE.  Fałka, gemini, skorpion, baterflaj (pisownia jak najbardziej poprawna – musicie uwierzyć mi na słowo) – to były kamienie milowe na drodze do osiągnięcia szczytu (chcę być jak Felix Cane!!!).

Motywacja - stawianie sobie małych celów:
 Zrobiłam fałkę > zrobię gemini > po tym skorpiona > po tym kolejną figurę > kolejną > kolejną.


AKT III


Jednak nadeszły dni zwątpienia, marazmu i niechęci. Przestałam wierzyć, że kiedykolwiek będę jak Felix Cane. Motywacja? Cóż... opuściła mnie... Wtedy okazało się, że NIE JEST TAKA WAŻNA. Tak – dobrze przeczytałyście: nie jest ważna. To, co wtedy odkryłam i co pchało mnie do dalszego rozwoju to NAWYK. Przyzwyczajenie sprawia, że choćby cały świat sprzysiągł się przeciwko mnie, choćbym w najgłębszej czerni miała to czy chcę być jak Felix Cane to i tak PÓJDĘ NA TRENING! I powrócę z niego z nową mocą: satysfakcją i uśmiechem.

Motywacja – wyrobienie nawyków:
 Nawyk > systematyczność > osiągnięcie mniejszych/większych celów > satysfakcja.


Kurtyna
 

niedziela, 19 kwietnia 2015

Bajka o tym jak Pole Dance zmieniło moje życie

Sylwetka



Cóż... o ile wcześniej bliżej mi było do Pań z reklam kosmetyków Dove. To teraz bałabym się zaczepić mnie na ulicy. Buchający tesotosteron i mięśnie większe od niejednego typa, sprawiają, że nie boję się nocą chodzić po warszawskiej Pradze... No może odrobinkę...




Jedzenie


Nie będę kłamać – obsesji na punkcie diety nie mam, a ilość mojej tkanki tłuszczowej nie wynosi 5%. Niemniej jednak przychodzi moment, w którym trzeba zmienić swoje przyzwyczajenia żywieniowe... Od jakiegoś czasu moje motto to: „KURCZAK, RYŻ I KREATYNA ZROBIĄ Z CIEBIE SKU***SYNA“ i powiem Wam, że nie najgorzej na tym wychodzę. A i warzywa zaczęłam jeść...


Życie towarzyskie


Upijanie się do samego rana i pobudka na totalnym kacu, zamienione na dobry trening i zakwasy następnego dnia? Biorę!


Faceci


Nie wiem jak Wy, ale odkąd trenuję Pole Dance nagle odzywają się do mnie dawno zapomniani koledzy z podstawówki, gimnazjum, liceum... Kiedy mówię w towarzystwie, że rurka, siniaki i w ogóle kocham się udręczać na treningu, nagle staję się najbardziej atrakcyjną laską na przestrzeni 10 kilometrów. 
Rurka ma  moc przyciągania. Facet, który widzi zdjęcie laski z treningu na Facebooku  dostaje ślinotoku i od razu kojarzy ją z filmem „Striptiz“, wkłada do szufladki z napisem „SEXY“.

Ale oni wiedzą... że na treningu  bliżej mi do spoconej świni niż do seksi kociaka...

Szpagat...


U mnie cały czas ta sama melodia: szpagatu jak nie było tak nie ma... Ale będzie, k**a będzie!





A co Pole Dance wniosło do Twojego życia? ;)


Wszystkie zdjęcia zamieszczone w tym artykule zostały bezczelnie skradzione z innych stron. Jeżeli któryś twórca poczuje się urażony – z góry przepraszam i proszę o wybaczenie.

wtorek, 14 kwietnia 2015

Dirty talk, czyli co usłyszysz na zajęciach Pole Dance

„Puść się!“

Odkąd trenuje Pole Dance średnio puszczam się kilka razy w tygodniu. Wiem, nie mam wstydu...

„Rozłóż nogi!“

Każda pole dancowiczka wie, że bez rozkładania nóg się nie obejdzie – takie życie. Rozkładać trzeba szeroko i najlepiej spektakularnie ;).

„Ciągnij!“

.... nogę ciągnij, albo rurę ciągnij... a najlepiej to się podciągnij (kilka razy i z prostych rąk)!

„Rura między cycki!“

Nie wiem jak u Was, ale u mnie na zajęciach nie ma pruderii: cycki to cycki a tyłek to tyłek. Daleko nam do delikatnych kwiatuszków i słodkich księżniczek...

„Włóż głęboko między nogi!“


Rurę włóż, rurę! A Ty o czym pomyślałaś? ;)


piątek, 3 kwietnia 2015

6 mitów o Pole Dance, które wmawiają Ci media

1. Schudniesz

Nie schudniesz. Przynajmniej nie zawsze. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na pewne zestawy ćwiczeń. Odkąd trenuję Pole Dance przytyłam 6 kg z 45 do 51 kg - mówią, że to mięśnie, jednak zwiększyłam przy tym obwody (nie spaliłam tkanki tłuszczowej). Jeżeli chcesz mieć piękne ciało i to motywuje Cię do zajęć – pamiętaj o zdrowej diecie. Połączenie Pole Dance i odpowiedniego odżywiania to prosta droga do pięknie wyrzeźbionej i zgrabnej sylwetki.

2.     Będziesz ruszać się jak kocica 

Cóż - ja się nie ruszam... Owszem - lepiej czuję swoje ciało. Owszem – na rurze prezentuję się całkiem nieźle, ALE: jak tylko mam przejść się po sali zauważam, że bliżej mi do gracji osiłka z osiedlowej siłowni niż baletnicy z Teatru Wielkiego. Moje barki są szersze niż biodra, plecy jakieś takie przypakowane, nogi muskularne... nic dziwnego, że chodzę z nadmierną pewnością siebie, a moja postura krzyczy „A wp***dol chcesz?“.

3.     Pole Dance może trenować każdy


Otóż nie. Fajnie by było, ale nie. Żeby trenować Pole Dance musisz mieć w sobie dużo determinacji, siły i chęci przełamania własnych granic. Pole Dance to droga przez ból, siniaki, otarcia, krew i poważniejsze kontuzje... Jeżeli nie masz w sobie za krzty masochizmu – lepiej od razu sobie daruj.



4.     Pole Dance jest dla kobiet o lekkich obyczajach


Cóż... z tym mitem rozprawiano się z 1000 razy, więc czemu nie zrobić tego po raz 1001? Otóż Pole Dance to nie striptiz, zazwyczaj nie uczymy się go po to, żeby znaleźć pracę w nocnym klubie. A nawet gdyby tak było – to czy coś w tym złego? Każdy ma prawo do zarządzania swoim ciałem w sposób jaki mu się podoba – i nic nikomu do tego.

5.     Żeby trenować Pole Dance trzeba mieć dużo siły i być wysportowanym


Nie na pierwszym etapie. Zazwyczaj program treningowy ustalony jest tak, że siłę i kondycję wyrabia się z czasem. Gorzej z elastycznością – rozgrzewka nie zastąpi Ci pełnowartościowego codziennego stretchingu, a to prowadzi nas do mitu kolejnego...

6.     Trenując Pole Dance, rozciągniesz się do szpagatu


A ch**a się rozciągniesz. Oczywiście nie przesądzajmy – widziałam takie, co twierdziły, że mają szpagaty tylko od rozgrzewek na zajęciach. Ale umówmy się: cuda nie zawsze się zdarzają, więc jeżeli nie jesteś super elastyczna od dziecka, nie trenowałaś baletu, nigdy się nie rozciągałaś, a na w-fie w szkole grałaś tylko w siatkówkę to będziesz musiała ostro się spiąć i rozciągać w domu, albo na dodatkowych zajęciach. Nic samo się nie robi...




That’s all ;). Wesołych świąt.