AKT I
Youtube
i ja. Filmik z mistrzostw Australii. Felix Cane. Olśnienie i miłość od
pierwszego wejrzenia. Tam było wszystko: emocje, estetyka, ruch... Ta kobieta,
w tamtej chwili skradła moją duszę. To przez nią podpisałam pakt z diabłem
na 8 wejść w miesiącu na zajęcia Pole Dance.
Motywacja
– wielki cel:
Kocham
piękno. Felix Cane jest piękna. Chcę być piękna. Chcę być jak Felix Cane!
AKT II
No i
poszłam. Znalazłam się na sali z kilkunastoma innymi wystraszonymi, ale
zdeterminowanymi kobietami. Nasze oczy z podziwem wodziły za smukłą,
wysportowaną instruktorką – promieniem boskości na ziemi. Siła, wdzięk, gracja,
pewność siebie... Też CHCĘ TO MIEĆ - chcę być jak Felix Cane i jak moja
instruktorka....
Szybko
okazało się, że nie wystarczy, że CHCĘ, że samo CHCENIE NIC MI NIE DA. Trzeba jeszcze
zap***dalać! I to ostro. Rozpoczęłam bój na siniaki i zakwasy. Ja vs. Rurka.
Tylko,
że gdzieś w ferworze walki o większą siłę i lepszą sylwetkę zapominałam o moim
marzeniu... Musiałam zacząć STAWIAĆ SOBIE KONKRETNE CELE. Fałka, gemini, skorpion, baterflaj (pisownia
jak najbardziej poprawna – musicie uwierzyć mi na słowo) – to były kamienie
milowe na drodze do osiągnięcia szczytu (chcę być jak Felix Cane!!!).
Motywacja
- stawianie sobie małych celów:
Zrobiłam
fałkę > zrobię gemini > po tym skorpiona > po tym kolejną figurę > kolejną > kolejną.
AKT III
Jednak
nadeszły dni zwątpienia, marazmu i niechęci. Przestałam wierzyć, że
kiedykolwiek będę jak Felix Cane. Motywacja? Cóż... opuściła mnie... Wtedy
okazało się, że NIE JEST TAKA WAŻNA. Tak – dobrze przeczytałyście: nie jest
ważna. To, co wtedy odkryłam i co pchało mnie do dalszego rozwoju to NAWYK.
Przyzwyczajenie sprawia, że choćby cały świat sprzysiągł się przeciwko mnie,
choćbym w najgłębszej czerni miała to czy chcę być jak Felix Cane to i tak
PÓJDĘ NA TRENING! I powrócę z niego z nową mocą: satysfakcją i
uśmiechem.








